Kurdybanek
O tym, że możemy uzdrowić tylko siebie.

Kilka dni temu umarł mój ojciec.
Nie miałem z nim kontaktu od ponad 30 lat więc wieść ta znalazła mnie w podwójnym zaskoczeniu. Po pierwsze, że umarł, po drugie, że jego rodzina zdołała mnie po tylu latach odnaleźć.
Kilka lat temu napisałem do niego list.
Tato, chciałbym Cię poznać, spotkajmy się.
Nie było we mnie żalu ani pretensji, o to że mnie porzucił. Była szczera chęć odzyskania utraconej relacji. Bo jeśli jest coś, co mi w życiu wychodzi, to właśnie to - budowanie dobrych relacji. Ojciec zaproszenia nie przyjął, dla niego relacje były trudnym kawałkiem. List pokazał swoim bliskim, tak jakby chciał powiedzieć:
Patrzcie, jakiego mam syna! Potrafi robić rzeczy, których ja nie umiem.
Relacji z tatą nie uda mi się już odzyskać, nie wystarczyło nam ziemskiego czasu.
Mój ojciec umiera od dawna.
Nie miałem z nim kontaktu przez większość swojego życia, mimo, że widujemy się co tydzień. Schowany gdzieś głęboko za podwójnym bluszczem choroby, nie potrafi /nie chce sobie pomóc, a moje serce chce pęknąć niemal za każdym razem, kiedy się widzimy. Bo jego cierpienie jest bardzo podobne do mojego. Być może jest to to samo cierpienie. Piękny to paradoks, że to, co przez większość życia nas dzieliło, jest tym, co łączy nas najbardziej. Jedyną być może ścieżką, którą do siebie mamy.
Kilka dni temu napisałem do niego list.
Tato, uzdrowiłem się. Zrozumiałem czym była moja depresja i przyjąłem ją. Jestem, chciałbym żebyś mnie poznał.
Tata nie przyjął zaproszenia do spotkania, ale pogratulował mi i kazał tak trzymać. Ważne dla mnie, że odpisał i że zobaczył. W sercu noszę małą nadzieję, że być może pomyślał:
Patrzcie, jakiego mam syna! Potrafi robić rzeczy, których ja nie umiem.
Boję się, że relacji z tatą nie uda mi się już odzyskać, że nie wystarczy nam ziemskiego czasu. Jednocześnie jest we mnie spokój, bo przecież nasza relacja już jest i zawsze była. A to, że nie jest wymarzona jak z ludowej bajki, tylko pełna cierpienia i trudu, nie zmienia niczego.
Kim ja jestem żeby decydować jaka ona ma być?
Mogę tylko z pokorą przyjąć ją taką, jaką jest.
A wtedy dane jest mi zobaczyć jak wiele w niej piękna.
I może to właśnie z tego moje serce chce pęknąć?
Rok temu napisałem do mężczyzn:
Jesteśmy tymi, na których czekaliśmy.
Czasem jesteśmy.
Często nie jesteśmy.
Jesteśmy okropni, ranimy i krzywdzimy.
Jesteśmy ślepi, zagubieni i głusi.
Nie widzimy, nie rozumiemy. Walimy głową w mury.
Zatracamy się w nałogach i chorobach.
Żyjemy i umieramy w samotności.
Być może potrzebujemy wtedy syna lub brata, żeby zrobił to, czego my nie potrafimy.
Potrzebujemy zobaczyć jak drugi mężczyzna uzdrawia siebie.
Bo to uzdrawia też nas.
Tato, dziękuję Ci za życie, bo przecież i od Ciebie je mam.
Jest dla mnie bardzo cenne.
Dawniej Polacy używali "bluszczyka kurdybanka jako leku przeciw wszelkim naroślom i wrzodom, a to ze względów magii analogicznej, gdyż pod liśćmi tej rośliny tworzą się w jesieni małe narośle. Dawn książki lekarskie, jak Compendium medicum (1719) zalecają sok bluszczyka ciepły puszczać w ucho w celu leczenia głuchoty".
Za: Monika Kujawska, Łukasz Łuczaj, Joanna Sosnowska, Piotr Klepacji, Rośliny w wierzeniach i zwyczajach ludowych. Słownik Adama Fischera, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Wrocław 2016.