Księżyc

O świetle. Tym własnym i tym odbitym.

Księżyc
Pełnia, gdzieś nad Amazonką, 2019.

Najciekawsze rzeczy dzieją się na stykach.
Na styku łąki i lasu jest najprzyjemniej.
Na powierzchni kropli powstaje napięcie, które tę kroplę tworzy.
Na horyzoncie czarnej dziury zatrzymuje się czas (przynajmniej dla zewnętrznego obserwatora).
Na granicy bólu i komfortu dzieje się rozwój.

Kiedyś tak myślałem. Dzisiaj myślę, że tak naprawdę to: wszystko dzieje się na stykach.
Ruch i zmiana odbywają się zawsze względem punktu odniesienia.
Cząstka elementarna ujawnia się kwantowo dopiero w zderzeniu z drugą cząstką (kolaps funkcji falowej).
Rzeczywistość emanuje się w kontakcie z obserwatorem.
Życie odbywa się w relacji z drugą istotą.

W ciągu ostatnich 22 lat dotknąłem wielu różnych narzędzi terapeutycznych.
Wchodziłem na różne, pozornie sprzeczne ze sobą ścieżki. Byłem w 4 nurtach psychoterapii, brałem prawie wszystkie dostępne antydepresanty, eksperymentowałem z psychodelikami, praktykowałem 3 formy jogi. Były też kręgi, podróże szamańskie, wolontariat, impro, breathwork, posty, vision questy, ustawienia hellingerowskie i pewnie jeszcze kilka innych.
Często robiłem to równocześnie, niczym szalone neutrino w superpozycji stanów. Nie zważając na zasoby, próbowałem być w wielu miejscach naraz. Rzadko się to udawało, częściej były to bolesne zderzenia z ciężkimi jądrami materii. Niemniej, wszystkie te narzędzia istotnie przyczyniły się do mojego zdrowienia.

Dziś, z perspektywy zewnętrznego obserwatora horyzontu zdarzeń, jedno jest dla mnie bardzo jasne. Bo, jeśli istnieje jakaś cecha wspólna tych medycyn, jakość która przyniosła mi prawdziwą zmianę, to jest to oczywiste:

Styk. Zderzenie. Kontakt. Relacja.

Nauczyciel. Obserwator. Przyjaciel.

Elektron wybierający szczelinę.

Oko patrzącego. Ręka trzymająca za rękę. Światło odbite od tafli Mare Tranquillitatis.

Drugi człowiek. Druga istota.

To relacja z nią pozwala dostrzec to, czego nie widzę. Energia od niej odbita pada na te kawałki, które potrzebują tego najbardziej . Dzięki niej mogę usłyszeć głos, który dotąd wiązł w gardle. Poczuć zapachy, które napawały mnie obrzydzeniem. Z kwantową precyzją namierzyć i uchwycić cząstki, które były rozproszone. Wszędzie i nigdzie.

Z odwagą, pokorą i cierpliwością spojrzeć na ciemną stronę księżyca.

I wreszcie wreszcie wreszcie zobaczyć. Drugiego we mnie. Mnie w drugim.

Siebie. W pełni. W połączeniu. W relacji.
Choćby przez ułamek sekundy. Tyle wystarczy.

Wierzę, że każdy ma do tego dostęp.
Bo to jest w każdym z nas.
Wielkie okno na świat. Wąska szczelina istnienia.

A gdzie reszta tej historii? - spytasz.

Resztę dopowie księżyc.