Krzaki

O drodze we mgle.

Krzaki
5/12/2024, Gdzieś w Krakowie. Zdjęcie zrobiła Dai - Wolontariuszka w Zupie na Plantach.

Wczoraj na cotygodniowym wyjeździe w miejsca niemieszkalne działo się wyjątkowo dużo.

Najpierw przez wyjątkowo duże korki spóźniłem się na odprawę. Potem okazało się, że jedna z wolontariuszek w mojej ekipie nie dotarła, więc w drogę ruszyliśmy z Justyną we dwójkę. Może to i lepiej bo moja toyotka i tak była wyładowana pod sufit. Pierwsze odwiedziny - u Pana Wiesława - napełniły mnie wzruszeniem mądrości jego słów. W kolejnym miejscu na liście musieliśmy za to przedzierać się przez krzaki, ledwo widząc ścieżkę w zamglonym świetle czołówek, po to tylko żeby nie zastać Pana Władysława w jego samotnej rezydencji. Nagrodą za ten trud były minuty w ciepłym mieszkaniu socjalnym u Pana Wojciecha, jego opowieści i wdzięczność, którymi się z nami podzielił.

Koniec tej wyprawy wypełniły nam filozoficzne rozkminy nad tym gdzie kończy się "normalność" i o tym, że jakbyśmy jako ludzie bardziej skupiali się na tym co nas łączy, a nie dzieli, to może świat byłby nieco lepszym miejscem. I kiedy z radością oczekiwałem na powyjazdową herbatoterapię w zupowej centrali, okazało się, że muszę wrócić na trasę bo zostawiłem u Pana Wojciecha plecak z komputerem. Herbatoterapią tego wieczoru był dla mnie jego uśmiech i zadowolenie z faktu, że tym razem to on mógł pomóc, a ja mogłem być wdzięczny.

Wreszcie, kiedy na koniec tego długiego dnia zapadłem się w wygodną kanapę w domu, pomyślałem: cóż to był za niezwykły wyjazd!
Cóż to był za zwykły wyjazd - zdałem sobie sprawę kilka sekund później.
Czwartek, jak co czwartek.
Zupa time.


Często wydaje mi się, że coś wiem.

Jedyne co jest prawdziwe w poprzednim zdaniu to "wydaje mi się". Wydaje mi się, że mam prawo decydować co jest "normalne", a co jest "dziwne".

Dom - normalne, opuszczona piekarnia pełna gruzu - dziwne.
Czyste i suche ubranie - normalne, brak kąpieli przez 2 tygodnie - nienormalne. Znane - normalne, nieznane - straszne.
Moje - normalne, nie moje - dziwne.

Dużo uważnego wysiłku kosztuje ciągłe wytrącanie się z tego poczucia lepszości, z iluzji odrębności i z lęku przed nią.
Ale warto to robić, och jak warto to robić. Dla siebie, dla innych, dla bogów - whatever, po prostu warto!

5/12/2024, Gdzieś w Krakowie. Zdjęcie zrobił Mikołaj - Wolontariusz w Zupie na Plantach.

Po dwóch latach wolontariatu głęboko wierzę, że ludzie są dobrzy. Że ja jestem dobry. Często tylko o tym zapominam, gubię się swoim gruzie i przestaję to widzieć. Wtedy dobrze mieć takich dobrych ludzi w okół, którzy przedrą się do Ciebie przez krzaki we mgle, poświecą Ci czołówką pod nogi i sympatycznie lecz stanowczo zakrzykną:

"Dobry wieczór, Panie Tomaszu! Zupa na Plantach!"

I wskażą mi drogę.
A w następny czwartek ja wskażę ją komuś innemu.
Bo to ta sama droga.
Zwykła-niezwykła.
Człowiek.